
Pytanie: Witam. Mam 19 lat. JĄ poznałem rok temu. Jest ode mnie młodsza o dwa lata. Wcześniej podobało mi się już wiele dziewczyn, z kilkoma wdałem się w przelotne, „szczeniackie” jeszcze związki, ale to do niej poczułem coś naprawdę mocnego. Dla niej także był to pierwszy poważny związek. Choć z początku strasznie bała się odrzucenia, w końcu zaufała mi. Przeżyliśmy ze sobą piękne 3 miesiące. Nie potrafiliśmy się rozstać, potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim godzinami, robić cokolwiek, ważne że razem. We wrześniu rozpoczęła naukę w nowej szkole (I kl. Liceum). Tam poznała nowych znajomych, wśród nich był jeden, o którego, nie wiem dlaczego, byłem strasznie zazdrosny. Ufałem Jej, ale nie mogłem powstrzymać tej zazdrości. Ona cieszyła się, gdy się piekliłem, kręciło Ją to. Czasami specjalnie mnie nakręcała, bo widziała wtedy, jak bardzo Ją kocham. Po pewnym czasie zapytałem ją wprost czy mam powody do zazdrości, ona zaprzeczyła i powiedziała, że to tylko kolega, a tylko mnie kocha. Tak minęły kolejne 3 miesiące, podczas których nasz związek rozkwitał. Mimo tego, że mieszkaliśmy od siebie daleko, spotykaliśmy się bardzo często, choćby po szkole na przysłowie 5 min, gdy odprowadzałem ją na autobus. W grudniu nastąpił kolejny zwrot sytuacji. Przełom grudnia i stycznia to kilka kłótni z powodu dwóch imprez na których byłem z nią, i troszeczkę przesadziłem z alkoholem. Ona, jak jej cała rodzina są całkowitymi abstynentami, i uważają nawet jedno piwo jako największe zło. W ciągu tych dwóch miesięcy jej matka utrudniała nam spotkania, robiła awantury o wszystko. Z tego wszystkiego, Ona także miała pretensje do mnie. Byle różnica zdań, opiekuńczość bywały pretekstem do kłótni. Kłótnie zazwyczaj bywały krótkie, a później godziliśmy się i dawało nam to pewnego rodzaju „oczyszczenie”. Bałem się że nasz związek, może tego nie wytrzymać. Ona miała wieczne huśtawki nastrojów, a ja czasami przez przypadek, sprawiałem jej przykrość lub ból (Nigdy jej nie uderzyłem! ) Od lutego widziałem, że mimo tego, że przetrwaliśmy to wszystko, to widziałem, że jest coś nie tak. Byliśmy razem, ale Ona była inna, jakby czasami zmuszała się do bycia ze mną. Wiecznie zamyślona, podejrzewałem, że coś ukrywa przede mną. Zacząłem, więc jeszcze bardziej okazywać jej swoją miłość (już wcześniej naprawdę nie mogła narzekać na brak romantyczności, niespodzianek, wypadów itp.). Największym moim błędem było, że chciałem się z nią, jak najwięcej widzieć. Nie manipulowałem nią, ale teraz po czasie czuję, że mogła to odebrać jako chęć kontrolowania, nie miała czasu dla swoich przyjaciół. Robiłem to tylko dlatego, że czułem, ze coś jest nie tak, nie chciałem jej kontrolować. Zaczęła mi wytykać, że nie daje jej oddychać, że tylko wiecznie ja. (to dziwne gdyż, z początku oburzała się, gdy za długo się nie odzywałem, lub wściekała się jak ja chciałem iść z kumplami , więc wychodziliśmy razem na dłuższe spotkania, i oboje trochę straciliśmy kontakty ze znajomymi) Powiedziała, że chce ode mnie odpocząć i mamy sobie dać 2 tygodnie przerwy. Nie rozumiałem o co chodzi. Powiedziała, że jest zagubiona. Zgodziłem się, przez 2 tygodnie prawie nie rozmawialiśmy ze sobą, wymieniliśmy może parę sms’ow. Następnie dostałem od znajomego zdjęcie, jak ona całuje się z swoim kolega z klasy, tym o którego cały czas byłem zazdrosny. Nie miała odwagi się przyznać. Powiedziała, że jest zagubiona bo dwóch mężczyzn czuje to samo i nie wie co ma zrobić. (gdy my kłóciliśmy się, on był dla niej przyjacielem, mogła mu się ze wszystkiego wygadać) Zerwaliśmy ze sobą, pozostając w sferach przyjaźni by ona mogła dowiedzieć się czego chce. Cholernie to wszystko bolało, ale mimo to nie mogłem zapomnieć o niej. Okazało się, że ona zaczęła chodzić z nim. Nie wiem jak wyglądają ich relacje, ale powiedziałem jej z bólem serca, że akceptuje to i ze zgadzam się na to byśmy pozostali przyjaciółmi. Będąc z nim i tak wymykała się i spotykała potajemnie ze mną. (Nie chce mówić drugiej osobie, że widuje się z tą pierwszą) Ostatnie dwa miesiące to ciągła huśtawka, gdyż czasem jest tak jak kiedyś, wspaniale, a czasami cisza. Napisała mi parokrotnie, ze coraz bardziej żałuje swojej decyzji, ze tęskni za mną. Ja powiedziałem, jej że nadal ją kocham, i że jeśli będzie kiedyś pewna swych uczuć to możemy spróbować być znowu razem. Daje mi nadzieje na to ze ten związek ma jeszcze jakieś szanse, a później ta nadzieja jest całkowicie zdeptana. Znowu spotykaliśmy się częściej. Pewnego dnia miałem jej pomoc w nauce, przyszliśmy do mnie i w końcu cos pękło, nie wytrzymaliśmy rzuciliśmy się sobie w ramiona, całując się zapominając o wszystkim. Lecz oboje przerwaliśmy, bądź co bądź ja nie potrafię wykorzystywać jej wahania, a ona nie chce Mu tego robić. I choć oboje ustaliliśmy, ze to był poryw emocji, to ta sytuacja zmieniła bardzo dużo. Ja dostałem sygnał, że mam jeszcze o co walczyć. (Nie walczyłbym, gdybym widział co ona czuje) Umówiliśmy się na rozmowę, szczerą, spokojną, powiedziała, że ma problemy rodzinne i na razie tym chce się zająć a potem zdecydować z kim chce być. Powiedziałem sobie pas, pozostanę jej przyjacielem, i niech będzie szczęśliwą. Ostatnio widziałem ich razem, powiedziała, że chce bym ja był szczęśliwy… Zapytałem ją dlaczego nie jest w stanie powiedzieć mi wprost, bym nie robił sobie jakichkolwiek nadziei, ona nie odpowiedziała. Już sam nie wiem co mam zrobić, naprawdę mi na niej zależy, mówią by przestać się męczyć i zapomnieć, ale ja nie mogę, nie gdy ona wciąż daje mi sygnały, ze jej czucie nie wygasło, gdy pisała ze tęskni. Chciałbym wiedzieć czy warto to dalej ciągnąć? Czy może całkowicie zerwać jakikolwiek kontakt? Może poczekać, tydzień, dwa, zobaczyć czy sama wykona krok, co pokazałoby czy jej zależy? Czy może pozostać tylko przyjacielem, na którego zawsze może liczyć i z którym może o wszystkim porozmawiać. Może coś zgoła innego? Nie wiem, oczekuje obiektywnych, poważnych odpowiedzi, gdyż sam nie potrafię z dystansem ocenić tego wszystkiego, może ktoś ma jakiekolwiek rady? Sytuacja ta tak mnie przytłacza, że skusiło mnie o poradę od osób obcych